Siedziałam w ciszy na parapecie wielkiego okna, wpatrując się w mieszkańców, wyglądających z tej wysokości jak małe figurki na dziecięcej grze.
...hmmm, a może jak robaczki? Nieeee, to nie brzmi tak ładnie....
...
Nieeeee, nie umiem! Nie umiem układać poezji, czy cokolwiek to jest!
Mruknęłam pod nosem, rozkładając się na plecach na chłodnej, marmurowej płycie. Byłam poirytowana.
Szukałam sobie zajęcia, i to nie od kilku chwil, a od paru dni. Ostatnio tak bardzo nic się nie działo, tak bardzo nic, że to było aż straszne.
Co mogę zrobić, żeby nie zdechnąć z nudów?
Patrzyłam w gorę, na łukowate okno i jasny sufit. Wsłuchiwałam się w ciszę...
Przez te ściany, drzwi i okna nie przechodziły żadne dźwięki. Byłam sama, w tym kawałeczku swojego własnego świata.
...Dawno nie byłam na targu...
A ostatnio nie przywieźli tam nic ciekawego. Nie było w czym wybierać, i skończyło się na tym, że nic nie kupiłam, żadnego nowego towarzysza...
Na moje usta powoli wpłynął uśmiech.
- To zdeeecydownie dobry pomysł~ - zanuciłam pod nosem. Przeciągnęłam się, przytrzymując za krótką koszulkę na brzuchu. To była moja ulubiona piżama, bawełniana koszuleczka, krótkie spodenki, huhu.
W tej chwili było mi jednak nawet zimno. Zły parapet, zły. A jeszcze od tej szyby takie zimno, brr.
Zerwałam się i zaczęłam się przebierać. Zaraz znajdę kogoś, kto zawiezie mnie na targ, pełno tu osób, które mogę zapytać...
Jakiś czas potem byłam już na targu. Jak zwykle było tu głośno. Dookoła stały stragany z różnymi przedmiotami, od słodyczy, przez materiały i ubrania oraz biżuterię bo zabawki dla dzieci. Sprzedawały, oczywiście, głównie kobiety, jednak było tam też sporo męskich i żeńskich pupili, a także mężowie i dzieci sprzedawczyń.
Szłam coraz głębiej, aż wreszcie osiągnęłam cel. Na drewnianych podwyższeniach stali ludzie ubrani w proste ubrania, aż przesadnie biedne. Dookoła chodziły tylko kobiety, oglądając wystawionych mężczyzn i kobiety. Tutaj sprzedawali mężczyźni, nie z naszego kraju. Ci, którzy przypłynęli tu tylko po to, by sprzedać niewolników.
Również zaczęłam się rozglądać. Na początku nie zauważyłam nic ciekawego, znowu.
Jednaaaakże....
Po kilku kolejnych metrach zauważyłam jasne, lśniące włosy, wystające nad innymi głowami. Ktokolwiek to jest, musi być wysoki...
Podeszłam bliżej.
...oooh, jaki ładny!
Od razu mi się spodobał. Biorę go, na pewno. Mój.
Podeszłam do handlarza. Brodaty mężczyzna z wielkim brzuchem rozpoznał mnie i pokłonił się. Ja widziałam go po raz pierwszy w życiu, ale.... Najwidoczniej jestem rozpoznawalna. Pewnie przez te włosy.
Kupiłam go, płacąc szczodrze. Handlarz zachwalał go ciągle, mówiąc, że jest taki grzeczny, i miły, i posłuszny. Zapewniał, że mówi w naszym języku. Dostałam też od niego mały woreczek, w którym, jak się okazało, był okulary. Więc okazuje sie, że jest krótkowzroczny...
Hmm, ciekawie~
Okulary starannie złożyłam i schowałam do torby. Wróciłam do mojego nowego zakupu, wchodząc na podest razem z nim. Teraz, stojąc blisko, widziałam, że jest nie tylko bardzo przystojny, ale też wysoooki i szczupły. Wyraz jego twarzy zdradzał, jak bardzo niepewnie się czuje. Stał sztywno, a jego jasne, bursztynowo-białe oczy obserwowały mnie spod lekko przymrużonych powiek. Chyba naprawdę miał słaby wzrok...
Przyklęknęłam na chwilę, by odwiązać linę wiążącą jego dłonie od metalowego kółka w podeście. Wyprostowałam się znów i chwyciłam go za rękę.
- Chodź, idziemy. Tylko uważaj, nie spadnij! - ostrzegłam łagodnie i zaczęłam prowadzić go w drugą stronę. Kątem oka widziałam moje strażniczki, które wciąż chodziły za mną, niczym cienie. Pilnowały mojego bezpieczeństwa....
Meh, irytujące.
Okularów nie oddałam mu przez całą drogę. Cały czas go obserwowałam, przyglądając się jego twarzy. Liny krępującej go pozbyłam się już w powozie.
Gdy znaleźliśmy się w mojej komnacie poprowadziłam go do łazienki. Czekały tam na niego ubrania i przybory łazienkowe.
- Masz tu wszystko, oporządź się trochę~ Ja tu czekam~ - wepchnęłam go do środka i zamknęłam drzwi. Okulary dostanie jak wyjdzie~
< Lexiu? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz