Patrzyłam na niego, trochę zaskoczona.... Ba, a nawet bardzo. Co on wyrabia?!
Ale... Z drugiej strony, to trochę słodkie. Nawet bardzo.
Mimo że jest irytujący...
Ale nie, nie. To i tak dziwne, że tak łatwo to zaakceptował.
- ...Dziwny jesteś. - oświadczyłam, patrząc na niego z... Nie, nie z góry. On klęczy. Ja stoję.
Więc za jakie grzechy jest ze mną na równi?!
Łypnęłam na niego spod byka.
- Niezwykłe, że tak szybko pogodziłeś się z byciem na mojej łasce, a to, że udajesz lokaja mogłoby być nawet urocze... Gdyby nie to, że czuję się jeszcze mniejsza gdy tak klęczysz. - burknęłam, patrząc na jego twarz, okraszoną lekkim uśmiechem. - Już, wstawaj! Jest późno, zaczyna robić się ciemno, zimno, a nie mam ochoty dalej sterczeć na tym korytarzu. - zacisnęłam palce na jego dłoni i pociągnęłam go dalej, żeby wreszcie dotrzeć do cieplutkiego łóżeczka. Tu jest tak ziiiimno...
Dotarliśmy. Wykorzystałam czas, gdy chłopak się oporządzał, i również się ogarnęłam. Pod wierzchnim, ciepłym ubraniem miałam już tylko piżamę, to raczej dlatego marzłam....
- Tutaj masz łóżko - wskazałam na niskie ale spore, okrągłe łoże. Wstawili je tu specjalnie dla niego....
...Hmm, kolacji jeszcze nie ma na stole. Pewnie zaraz przyniosą.
Lexi usiadł na swoim posłaniu. Wyglądał na zmęczonego...
Albo to ja byłam zmęczona, więc wszystko dla mnie tak wyglądało. Też możliwe.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Jedzeeeenie~~
Już kilka chwil później siedzieliśmy przy stole, na mojej wygodnej kanapie, zajadając się tym pysznym jedzeniem. Lexi na początku wydawał się być trochę niepewny, ale jak można odmówić takiemu żarciu?
Tak więc, jedliśmy, w ciszy, która była nawet komfortowa. Jedzenie zbliża ludzi...
Obserwowałam go ciągle, powoli kończąc swoją porcję.
Wreszcie oblizałam palce, wzdychając błogo. Taaak, to było budujące. Teraz mogę iść spać.
Jak na potwierdzenie własnych myśli, ziewnęłam tak szeroko, że aż mnie szczęka rozbolała. Alexander również skończył już posiłek.
- No, już, do łózka. Spać idziemy. - pogoniłam go, zrzucając z siebie okrycie i poprawiając piżamę. Omiotłam mężczyznę wzrokiem. Nie ruszył się z miejsca.
- Już! - tupnęłam groźnie, po czym stanowczym ruchem zgasiłam światło. Wślizgnęłam się do łóżka, kokosząc się pod przykryciem. Sama sobie życzyłam dobranoc.
....ile to już minęło?
W pokoju panowała cisza. Lexi położył się już dawno, może spał, może nie.
Ja na pewno nie.
A to czemu?
Bo zamarzam.
Ugh...
..Ale, ale! Po to tu jest..!
- ...Lexi... Chodź tu, bo mi zimno! - nakazałam jękliwie.
< No chodź, grzejniczku x3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz